Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

 

Żaden z prezentowanych tu wierszy nie był jeszcze nigdy i nigdzie publikowany

 

 

Ku tobie idę

 

 Pokażę ci cuda świata

 

 Dla ciebie

 zając na czatach

 sarna dla ciebie

uszami strzyże

jaśminu krzew rozpachniony

za drewnianym krzyżem

 

 Dla ciebie ptasie rozświergotanie

 kropel rosy nad ranem

 dla ciebie mój oddech

 moje usta i ręce

 i w dolinę rozlane

 kaczeńce

 

 Dla ciebie święte sosny

i pierwsza w tym roku burza

 i wzrok mój miłosny

 bez ciebie ślepo

 odbity w kałużach

 

 Czujesz?

 Rzęs Twoich trzepot

 jak motylich skrzydeł

 

Ku tobie idę

 

 

 

 

Nie płacz

 

 nie płacz

dlaczego płaczesz

mamy siebie

wielkim szczęściarzem jestem

bogaczem

 

nie płacz

przecież są jeszcze przeloty

żurawie gęsie kacze

nasze tylko

dlaczego płaczesz

 

mamy swoje lasy

łąki mamy swoje

jeden zapis miłości

brzozowym zwinięty

zwojem

dwa serca mamy

co w jednym się kołacze

 

nie płacz

dlaczego płaczesz

 

i jeszcze

jeszcze mamy swoje własne ptaki

kukułkę co kuka

czarnego dzięcioła

i kruka

który do nas

kiedyś obojga zakracze

 

nic to

nie płacz

czemu płaczesz

 

 

 

 

Cud

 

Przygasał świat aż w końcu zgasł

ostatni ptak zaprzestał śpiewu

zapadł się w mrok żywiczny las

po dno paproci mchów i krzewów

 

Skąd w tej ciemności jeden pień

 jeden jedyny w całej głuszy

 zachował blask i mgnień i lśnień 

 że w dziupli nawet pył się wzruszył

 

Ktoś po bezdrożach mnie tu wiódł

ku jednej do następnej dali

i sprawił moją niemoc

cud

na jednym tylko pniu zapalił

 

 

 

 

 Domku

 

 Domku chałupko

 nawet z niebem w dachu

 szczelinami lasu i łąki

 w ścianach

 domku chałupko

 bez strachów

 karetek

 drogowych robót

śmieciarki

 z samego rana

 

Przez szybę wybitą 

i jeszcze szerzej

 niech do ciebie wpadają

jaskółki i nietoperze

niech wskoczy zając

niech przez desek sito

kilka szpar i dziur

zaglądają do ciebie

mrówki lisy kuny jeże

niech się zatrzyma na spoczynek

wędrowny szczur

 

 Niech w twojej sieni

 papierowe gniazda

os i szerszeni

zawisną jak abażury

jak planety

 i niech ten wszechświat

 buczy huczy brzęczy

niech kot ogonem plecie sznury

z pajęczyn

 

I niech nawet w tobie straszy

niechby w tobie

strach się zaszył

bym się niczego nie bał

dałbym radę

i własnym upiorom 

pod twoim dachem

z koron

 

 

  

I tylko patrzeć…

 

I tylko patrzeć

ktoś kolejną kartkę

z kalendarza podrze

zakwitnie tarnina czeremcha

grochodrzew

 

Z gniazd wylecą młode

na łąki nad wodę

będzie ptak się gonił

w akacjowej woni

 

Lecz tylko spoglądać

ku horyzontom

i na drzewa

jak z kalendarza kartkę

pierwszą drugą piątą

wiatr porozwiewa…

 

 

 

 

 

Jak motyl

 

Wszystko jedno

złe dobre uczynki

takie inne gesty

czy słowa

całowałbym cię nawet

w jedynki

i w ziewanie bym ciebie

całował

 

Jeden włosek        

do ust bym przyłożył

i tchnął w niego życie

jak w runo

aż na moich policzkach

by ożył

i złotymi kosmykami

by sfrunął

 

Twoją ręką

zaledwie co tknięte

przez ciebie przedmioty

bym głaskał

            choć to są tylko twoje ślady

na piaskach

 

Bym całował

i twoje zmęczenie

smutek płacz nawet

            całowałbym cię w twój sen

            i w jawę

 

Bym całował cię i w twój brak zgody

na te moje pieszczoty

i tak stale na nim przysiadam

jak motyl

 

 

 

 

Od czego jestem

 

Nie jestem od tego by być mądrym

wiatr mądrzejszy ode mnie

najmniejszy jego podmuch podryw

myślący potajemnie

 

To wiem

że mądrzejsze ode mnie

choćby listowie

i wiatr co w nim goni

w harmonii

 

Czy jestem od piękna

nie wiem

piękny jest promyk na drzewie

kropla rosy w niej igła

piękniejsza woda w kałuży

pierwszym mrozem zastygła

przy lipie kapliczka z modrzewia

i świątek piękniejszy

co się przy niej zatrzymał

i tak się zachwycił

że zdrewniał

 

Piękna nie ma we mnie

i mądrości żadnych

 

Od tego jestem

by być wobec tego wszystkiego

bezradnym

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Galeria moich rysunków, obrazów i fotografii

  Czyj to ptak

 

 Czyj to ptak najrzadszy z rzadkich

 zamotany w jakich sieciach

 z czyich rąk lub z czyjej klatki

 do mej pustki dziś przyleciał

 

 Skąd ten ptak wśród nocy głuchej

 w mojej chwili i nie chwili

 nocy się nastroszył puchem

 przez czyjś sen ku mnie zakwilił

 

 Czemu przy mnie uwił gniazdo

ze snów moich z przyszłej jawy

 że mój anioł zbiegł ku gwiazdom

diabeł mój do pełni zawył…

  

  

 

Efekt Carringtona*

  

Internet skonał   

 pokazuje człowiek człowiekowi

 kieł i pazur

nie ma prądu

 nie ma wody

 nie ma gazu

 stanęły windy w drapaczach

 świat się stacza

 

 Ustaje na całym świecie

 maszyneria cała

 chaos popłoch panika

 nic nigdzie nie działa

 

Nadeszła stara era

bez ti vi bez tel 

bez komputera

 

Nie mają nic do roboty

 magistraty i police

 wyludniają się miasta

 wyautowują ulice

 cywilizacja

puszczą zarasta

 

 I znów

zapuszczają ludzie

 żurawia do studni

 znów tętni ziemia

 od końskich kopyt dudni

 

 Znów drewniane kładki

 to jedyne mosty

 do prostoty powrót

 do myśli prostych

 

 Chałupy stodoły

 pełne prostych sprzętów

znów stoją stogi

znów polami łąkami

snuje się dym

z kartoflanych łętów

 

 Zmeliorowana rzeka

 odsłania co ukryte

 i znów panta rei

 naturalnym

 jakim chce

 korytem

 

  * Efekt Carringtona - zjawisko, które może zniszczyć całą cywilizację. Jeśli nastąpi, w jednej chwili przestaną działać urządzenia elektryczne. Unicestwią je burze magnetyczne wywołane strumieniami słonecznej plazmy.

- Staną pociągi, tramwaje, metro. Przestaną działać windy, stacje benzynowe, telefony, radio i telewizja. Pospadają samoloty... W końcu zabraknie wody, przestanie działać służba zdrowia, handel, banki i systemy komputerowe - tłumaczy radiolog prof. Zbigniew Jaworowski.

 

 

 

 Moja wiara

 

 Spoczął świątek

 pod szyszkowym gontem

 pod łuską

 usiadł pod muchomorem

 pod brzózką

 zajrzał pod korę

 do mchu się dosiadł

 podparł ręką brodę

 z siwego już włosia

 

 A tu drzewa młode

 a tu drzewa stare

 tu las gęstszy tam rzadszy

 usiadł sobie świątek

 i w ciszy

 w ten boży zakątek

 się zapatrzył 

Byłby się i zapadł

 w tę ciszę

 ale się ocknął

 na drogę wyszedł

 

 Idzie idzie środkiem maja

 aż przyklęka

 bo tu w budce na rozstajach

 Bożuchna Mateńka

 

 Razem z nią tym majem

 rajska łąka wstaje

 bez się lili

 ptak na niebie

 ptak na kiju

 tili tili

 tiju tiju

 

 Idzie idzie

 pokornie i wiernie

 poprzez kurz

 kałuże błota

 kamienie i ciernie

 aż dotarł

 

 Na rozdrożu spojrzał wzwyż

a tam krzyż

 Pod nim

pod krzyżem

pod wyniosłym

 pod drewnianym

 i jeszcze wyżej

pod nieba kaplicą

boskie w drewnie rany

i z nich łzy kapią

żywicą

 

W poły je zagarnął

sypnął jak groszem

to ziarno

 i dalej poszedł

 

Wnet pod krzyżem

wyniosłym

siewki lasu wyrosły

 

Naprzemiennie

w dąb brzozę

 w sosnę

 jak i ja

 tak właśnie kiedyś

wyrosłem

 

 

 

Niepojętnia

 

Latarnio moja

 latarnio białojeziorna

 w puszczy w trzcinach

 światła twego ornat

 z ornamentami

 które sam Bóg wyszył

 najcieńszymi z cienkich nićmi

 z najcichszej z najcichych

 ciszy

 

Żaden znikąd demon

 co by kalał zatruł

 nawet znikąd głosu

 znikąd nawet wiatru

 

  Nie spuszczani z oka

 niewidzialnych istnień

 szliśmy przez gęstwinę

 przez chaszcze i darnie

 igielnie i listnie

jeziornie szuwarnie

  

Nic nie było nam przeciw

 wszystko było ku nam

 sosna burzą powalona

 świerk rozłupany

 siekierą pioruna

 

  Długi marsz

 bo jezioro długie

 

aż stanęliśmy na brzegu

 jego strony drugiej

 zrzuciliśmy spocone

 schłostane ubrania

 i weszliśmy do wody

 raz krzyknęła kania

 pnie zostały głuche

 i łabędzie na wodzie

 czym są pozostały

 puchem

  

Dzień się schylał

 po niego

 w schyłku jeszcze piękniał

 niepojęte wszystko

 czas

 my w nim

 kraina

 Niepojętnia…

 

 

 

 Tęsknię

  

Skomlę wołam krzyczę

 z tęsknoty

 do kaflowego pieca

 do jego żeliwnych drzwiczek

 do jego ciepła na plecach

 

 Wołam ze swej pustelni

 od rusztów żeber

 po popielnik

 mój piecu piecyku

 do siebie mnie

 przytul

 

Za jaśminowym tęsknię płotem

 za karmnikiem z głogu z jarzębin

 wołam i łzawię

 ze swoich głębin

 do studni z żurawiem

 

Tęsknię do woni siana

 w kopcach w stogach w stodole

 do dymu z palonych łętów

 snującego się polem

 

Tęsknię do chałup krytych strzechą

 do świętych tęsknię sosen

  

Gdy już nic z tego

i do mgielnej postaci tęsknię

niosącej kosę